Ostatni przerabiam z dziećmi w szkole historie Biblijne. Odświeżając je uczę się na nowo Wiary.. . Tym razem o Józefie.

 Jakub - wnuk Abrachama, ma 12 synów. Wśród nich jest jeden który się wyróżnia. Nie tylko wcześnie ujawnia swoje zdolności intelektualne ale ma także ma sny, które wprowadzają w zakłopotanie jego braci, gdyż potrafi je interpretować. I to niekorzystnie dla swoich braci. NIe trudno się domyślić, że "młody" był solą w oku starych, gdyż pewnie Jakub faaworyzował go i dażył specjalną estymą.


Pewnego razu bracia gdy już mieli go dość, postanawiają go zabić. Ponieważ jednak zabójstwo to straszny grzech , jedne z braci powsztrzymuje ich zapędy i postanawiają sprzedają go karawanie kupców zdążających do Egiptu.


Józef trafia do Egiptu i zostaje kupiony na targu niewolników jednemu z vipów miejsckich.

Można powiedzieć, że Józef radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Najpierw jako godny zaufania zarządca domu swojego Pana, potem więzień i przestępca – oskarżony niesłusznie przez żonę swojego Pana, a w końcu kończy jako główny zarządca na dworze Faraona wskutek swoim zdolnościom za które sprzedali go bracia. :-)))

 To, co cechuje Józefa, to brak pragnienia zemsty – owego kwasu który zatruwa ludzkie relacje i spala samego człowieka oraz tęsknota za rodziną. Przyjmuje on od samego początku swoje trudne położeine jak wyzwanie któremu musi sprostać. Egipcjanom daje się poznać jako człowiek uczciwy i prawy, godny zaufania, co sprzyja jego karierze na dworze faraona.

Wreszcie potrafiący tłumaczyć sny – co w Egipcie mogą czynić tylko Kapłani. A ponieważ nikt z kapłanów nie potrafił wyjaśnić snu faraonowi, zrobił to Józef i został kimś zarządcą dóbr królestwa faraona.

 Nie będę streszczał tej historii w całości, bo można ją przeczytać w całości w Księdze Rodzaju( Rozdziały 37 do 50 ).

Jednak finał opowieści jest taki, że dzięki rozkodowaniu snu faraona, Egipt przygotowuje się w pełni na nadchodzące lata nieurodzaju, które będą przez 7 lat nękać tamtą część kontynentu. Za sprawą tej klęski do Egiptu przyjeżdżają mieszkańcy ościennych krajów. Skarbiec faraona pęka od złota.. . Po jakimś czasie do Egiptu zawitali także bracia Józefa aby zakupić zboża i zostają rozpoznani przez Józefa.

 Zanim dojdzie do pojednania zdarzy się kilka zabawnych i sytuacji których nie chcę opisywać.

Historia kończy się tym, że cała rodzina Józefa zostaje sprowadzona do Egiptu i tak zostaje uratowana od lat głodu. Żyje dostatnio i godnie u boku Józefa

 

Można rzec: a wszystko to, przez z jednej strony postępek zazdrosnych chorobliwie braci a z drugiej dobre serce Józefa i optymistyczne usposobienie sprawia, że los mu sprzyja.  A cała historia Józefa, pomimo tragicznego początku kończy się dobrze.

 

 

******************

 

Gdy czytam tę historię, przychodzi mi na myśl przysłowie: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.

Przysłowie jednak to pewne uproszczenie. Bo, nie zawsze historie dobrze się kończą. A ponieważ ta się dobrze kończy, należy się jej dobrze przyjżeć. A dzięki czemu w ogóle takie dobre zakończenie było możliwe?

 

Odpowiedzi musimy szukać u pradziadka Józefa, którym był Abracham. A warto pamiętać, że owemu pradziadkowi Bóg złożył obietnicę, że jego potomstwo będzie tak liczne jak gwiazdy na niebie. A liczne potomstwo oznacza ogromne błogosławienstwo Boga dla rodu Abrachama.

Obietnica ta nie spełniła się za jego życia, gdyż Abracham miał zaledwie dwóch synów. Jeden Izmael z niewolnicy oraz Izaak( Ojciec Jakuba, a dziadek Józefa).

Jednak Bóg pamiętając o danej obietnicy jest wierny i nie pozwala zgonąć ani Józefowi ani jego rodzinie. Można rzec, że Bóg czuwa nad realizacją tej obietnicy - zwłaszcza w sytuacjach gdy owe potomstwo dąży do zagłady wskutek złych postępków.

 

Można powiedzieć, że Bóg, wykorzystał nawet przyrodę i zdolności Józefa do tego, aby owa ponura historia z krnąbrnymi braćmi mogła zakończyć się pozytywnie.

 

 Jest to bardzo krzepiąca historia dla czlowieka ochrzczonego. A to dlatego, że będąc ochrzczonymm, jestem częścią tej obietnicy Abrachamowi - stanowię dziedzictwo obietnicy danej jemu właśnie.

Tak, przez chrzest należę do tego pokolenia które uczestnicy w obietnicy Abrachama. A to oznacza, że jestem szczególnym dzieckiem, które jest drogie w oczach Boga.

Nawet jeśli dane mi będzie w życiu doświadczyć trudnych doświadczeń, to mogę zawsze patrzeć w przyszłość z ufnymi oczami – jak Józef. Bo Bóg czuwa nademną, a moje zdolności i umiejętności wykorzysta aby moje życie stało się także błogosławieństwem dla innych – tak jak początkowo, beznadziejna sytuacja Józefa stała się punktem wyjścia dla ocalenia jego rodziny.

Zatem nie ma w moim życiu sytuacji bez wyjścia jeśli opieram się na nadziei jaka płynie z tego, że jestem Jego dzieckiem, jestem dzieckiem Abrachama w wierze. Tej nadziei muszę się trzymać, nawet wtedy gdy wszystko zawodzi. A ogromne trudności jakie mogą przyjść będą zapewne okazją aby dokonała się Jego moc.

Aby przysłowie: "nie ma tego złego..", właśnie spełniło się dla mojego i innych dobra.. . Nie lękam się zatem życia.